
|
Dla mieszkańców Smolca było to prawdziwe sportowe wydarzenie. Świadczyła o tym zapełniona, prawie do ostatniego miejsca, miejscowa wiejska świetlica. Przed nią, w jej przedsionku i w środku, o niczym innym nie można było tego dnia usłyszeć, tylko o zapasach. Smolec. Jeszcze cztery lata temu chyba mało kto potrafiłby wskazać na mapie tą podwrocławską niby jeszcze wieś, a już niemal miasteczko. Dzisiaj głośno o niej nie tylko w Dolnośląskiem, ale i w kraju, a nawet daleko poza Polską.
Kolejnym, wybijającym się zawodnikom klubu, poszczególne sołectwa gminy Kąty Wrocławskie ufundowały środki na zakup sprzętu sportowego. I tak: Mokronos Dolny – Jakubowi Klimkowi, Smolec – Bartłomiejowi Klimek, Mokronos Górny – Mateuszowi Żydowicz, Sadków – Kacprowi Kołak, Bogdaszowice – Aleksnadrowi Klejbar. Najważniejszy moment gali – ogłoszenie wyników rankingu ,,Najlepszy z najlepszych’’, pozostawiono na koniec. Na sali zapanowała cisza. Zawodnicy, a przede wszystkim ich rodzice i najbliżsi, na chwilę wstrzymali oddech, z napięciem oczekując werdyktu. Dziesiątka ,,Najlepszych z najlepszych’’ przedstawia się następująco:
Kiedy pada słowo ,,zapaśnik’’, wyobraźnia natychmiast podpowiada, że to osoba słusznej postury, atletycznej budowy z hardą miną i dumnie uniesionym czołem. Nic takiego nie zobaczyłem. Smoleccy zapaśnicy to skromni chłopcy. Swoje nagrody i wyróżnienia odbierali jakby nieco speszeni i prawie w biegu, a potem natychmiast znikali. Tutaj speszeni i nieśmiali, ale tam, na zapaśniczych matach krajowych i zagranicznych, to wszystko z nich gdzieś ulatuje i natychmiast przeobrażają się w prawdziwe tygrysy.
Co tych chłopców do tego szczególnego sportu pociągnęło? Patryk Klimek - drugie miejsce w rankingu , trafił do ,,Tygrysów’’ jakby z rodzinnego obowiązku. – W klubie trenowali już mój brat i kuzyn, więc i ja postanowiłem spróbować. Jest to sport wymagający dużo pracy i systematyczności. No i oczywiście wiele wyrzeczeń. Jakich? Muszę systematycznie kontrolować swoją wagę i przestrzegać określonej diety. I jeszcze jedno. O dyskotekach należy raczej zapomnieć. Czy mi tego ostatniego czasami żal. Czasami tak, ale kiedy przychodzą sukcesy, to wszystko inne staje się mało istotne – podkreśla Patryk. Dzisiaj zawodnicy ,,Tygrysów’’ sięgają po najwyższe tytuły nie tylko w kraju, ale i daleko poza jego granicami. Każdy jednak mistrzowski laur, każde zwycięstwo - małe czy też duże, to lata ciężkiej, pełnej wyrzeczeń pracy zawodników, ale i Hieronima Kurysia - klubowego trenera. Zapasy zaczynał tutaj od przysłowiowego zera. Zapytałem go, dlaczego zapasy, i dlaczego akurat w Smolcu. – Niektórych rzeczy człowiek nie jest w stanie tak do końca zaplanować. One się po prostu dzieją. To, że z żoną wybraliśmy Smolec jako nasze miejsce na ziemi, zdecydowało jego piękne położenie. Zapasami zajmowałem się od szkoły podstawowej – jeszcze w Lubuskiem. Potem sportowy los rzucił mnie do Śląska Wrocław, aby ostatecznie zatrzymać się w Smolcu. Kiedy tutaj zamieszkaliśmy, wiedziałem że zajmę się trenowaniem przyszłych zawodników. Moją inicjatywę poparła pani Renata Kowalczyk, dyrektorka miejscowej szkoły, a potem to już jakoś się potoczyło. Najpierw trenowałem tylko zawodników miejscowych. Potem założyliśmy szkółkę zapaśniczą w Sadkowie, a w tym roku uruchomimy kolejną - w Gniechowicach. Cztery lata temu zaczynaliśmy, jak pan wspomniał, od przysłowiowego zera. Dzisiaj nasi zawodnicy plasują się w czołówce krajowej, a niektórzy z nich zmagają się na matach europejskich. Sławomir Kasprzak, junior, jest aktualnym brązowym medalistom otwartych mistrzostw Polski, w których udział wzięło siedem narodowych reprezentacji innych krajów europejskich, stąd wielu nazywa je Małymi Mistrzostwami Europy. W grupach młodzików mamy zawodników, którzy w swoich kategoriach wiekowych i wagowych są w czołówce krajowej, sięgając po miejsca w strefie medalowej. Jest to przyszłość nie tylko naszych smoleckich, ale przede wszystkim polskich zapasów. Wierzę w to, że w najbliższej przyszłości gmina Kąty Wrocławskie będzie stolicą polskich zapasów – twierdzi Kuryś, wyraźnie akcentując ostatnie zdanie. Jego zapał, entuzjazm i plany podziela Zdzisła Rokita - prezes Dolnośląskiego Związku Zapaśniczego we Wrocławiu. – Takich klubów zapaśniczych jak smoleckie ,,Tygrysy’’, jest niestety na terenie Dolnego Śląska niewiele – mówi prezes z wyraźnie zmartwioną miną. Można je wymienić na palcach rąk. To są kluby, w których jeszcze chcą pracować, i gdzie są jeszcze tacy fanatycy zapasów jak trener Hirek Kuryś. Zapasy są sportem naprawdę fascynującym, który nie wymaga dużych nakładów finansowych. To jest sport względnie tani, ale jest to sport dla ludzi twardych i wytrwałych. Kąty Wrocławskie Zapasami Stoi
|